Głos w obronie polskich filmów

Posted in felieton tagi , , , on 04/11/2009 by kinomanka

Nie lubię marudzenia bez powodu. A takim pustym i nieznajdującym uzasadnienia w rzeczywistości marudzeniem jest dla mnie narzekanie na polskie filmy. Często na różnych forach filmowych spotykam tematy o tym, jakie polskie kino jest beznadziejne, smętne i monotematyczne. O tym, że nie powstają u nas wartościowe filmy, tylko same głupie komedie romantyczne ze słabymi aktorami.
Wystarczy jednak trochę wysilić pamięć i okazuje się, że polskich dobrych filmów jest całkiem sporo. I nie chodzi mi o stare świetne filmy typu “Nóż w wodzie” (jak dla mnie genialny). Nie chodzi mi też o komedie Barei ani o “Seksmisję” :) Myślę o filmach, które powstały po 1989 roku. A oto polskie dobre filmy, które od razu przychodzą mi do głowy:

- “Zawrócony”
- “Wrony”
- “Jestem”
- “Łagodna” (ekranizacja powieści Dostojewskiego z Januszem Gajosem i Dominiką Ostałowską)
- “Pułkownik Kwiatkowski”
- “Cześć, Tereska”
- “Pogoda na jutro”
- “Sztuczki”
- “Vinci”
- “Wesele”
- “Dzień świra”
- “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”

Sporo szumu narobiły “Pręgi” i “Plac Zbawiciela”. Niewątpliwie są to obrazy poruszające, ale nie należę do miłośników akurat tych dwóch tytułów.
Sympatyczne były “Ciało” i “Rezerwat”.
Wiele dobrego słyszałam też na przykład o “Jasminum”, “Komorniku” czy “Tulipanach”, ale jeszcze ich nie widziałam.
Piętą Achillesową polskiego kina jest dźwięk. Najczęściej krzyki są bardzo głośne, a spokojne dialogi prawie niesłyszalne ;-) Ale na przykład w kwestii zdjęć moim zdaniem nie ma na co narzekać. A właściwie często można się zachwycać :-) Podobnie jak polską muzyką filmową.

Pociąg filmowy

Posted in ranking tagi , on 02/08/2009 by kinomanka

Wczoraj wróciłam z wakacji. Wyjazd był świetny, ale powrót wolałabym wymazać z pamięci. Jako wyjaśnienie wystarczą trzy litery: PKP.
Najważniejsze, że już po wszystkim i bezpiecznie dotarłam do domu :-) Ale przy okazji pokonywania kolejnych kilometrów zapchanym pociągiem mogłam sobie rozmyślać o filmach z koleją w roli głównej (i epizodycznej).
Oto tytuły, które od razu przyszły mi do głowy:

- Starsza pani znika – znaczna część akcji ma miejsce w pociągu, więc chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego od razu pomyślałam o tym filmie. Swoją drogą obejrzałam go pierwszy raz dopiero niedawno i ręce mi opadły, kiedy przypomniałam sobie “Plan lotu” z Jodie Foster. Jak można tak bezczelnie ściągać motywy fabuły ze starych filmów?
- Francuski pocałunek – w tym filmie pociąg właściwie nie jest ważny, ale lubię scenę, w której urocza Meg Ryan zajada ser w wagonie restauracyjnym :-)
- Przed wschodem słońca – Celine (Julie Delpy) i Jesse (Ethan Hawke) spacerują przez całą noc po Wiedniu, ale na początku spotykają się właśnie w pociągu.
- Myszy i ludzie – jeden z moich ulubionych filmów; cała akcja jest wspomnieniem George’a, który jedzie w ciemnym wagonie.
- Sztuczki – według mnie świetny magiczny film. Pociągi to jego ważny element.
- Osaczeni – wiem, że w tym filmie pociągi są naprawdę mało ważne, ale jednak pod koniec jest dosyć ważna scena na dworcu…
- Powrót do przyszłości 3 – tu chyba nie muszę nic dodawać :-)

Na pewno jest wiele innych znanych filmów o wiele bardziej kolejowych w klimacie niż te powyżej, ale to właśnie o tych powyżej pomyślałam wczoraj regenerując siły po przygodzie z PKP. Jeśli macie swoje ulubione filmy z pociągami, to nie krępujcie się :-) Tu są podpowiedzi:
link 1
link 2

Ten “Obcy”

Posted in felieton tagi , on 09/07/2009 by kinomanka

“Obcy” (1979) to kultowy film SF. Niewątpliwie produkcja ma klimat, na który składają się zdjęcia, świetna scenografia, muzyka. Nie można też nic zarzucić aktorstwu. Od strony technicznej również niczego mu nie brakuje. Ale jedna rzecz dyskwalifikuje ten film w moich oczach: scenariusz.
W przypadku niektórych gatunków filmowych nie ma większego grzechu niż przewidywalność. A o “Obcym” nie trzeba nawet wcześniej słyszeć, żeby domyślić się, co będzie dalej. W moim przypadku tak właśnie było. Potem już nawet najlepsze i najbardziej interesujące efekty dźwiękowe i wizualne nie mogły sprawić, żebym gryzła paznokcie z nerwów. Szczerze mówiąc, chciało mi się śmiać.
Być może ktoś mógłby odpowiedzieć na te zarzuty: “No dobrze, ale przecież Pasja też jest przewidywalna! Wszystkie filmy historyczne i biografie znanych osób są przewidywalne! Albo komedie romantyczne – przecież wiadomo, że na końcu będzie happy end!” TAK, wiadomo. ALE komedia romantyczna czy filmy historyczne to inne gatunki. W nich chodzi o coś innego – inne emocje, inną rozrywkę. Komedie romantyczne ogląda się, żeby się pośmiać albo wzruszyć, albo posłuchać fajnych dialogów, albo popatrzeć na Meg Ryan ;-) A oglądając filmy takie jak “Obcy” – na IMDB opisany jako horror/SF/thriller – powinno się czuć NAPIĘCIE. Powinniśmy być zaskakiwani.
Mnie jest naprawdę łatwo przestraszyć. Mocnych horrorów nie oglądam wcale. Wystarczy trailer horroru, żebym zamykała oczy czy podskakiwała na fotelu w kinie. Oglądając “Innych” i “Co kryje prawda”, krzyczałam ze strachu. Ale “Obcy” mnie zupełnie nie przestraszył. O czymś to jednak świadczy.
I jeszcze jedno – sama postać Obcego naprawdę bardziej przypomina galaretkę niż przerażającego stwora z kosmosu.

(w powyższej notce odnosiłam się tylko do 1. części “Obcego”, pozostałych nie widziałam w całości).

Lato w Iluzjonie

Posted in informacyjne tagi , on 25/06/2009 by kinomanka

Na stronie Iluzjonu jest już repertuar na lipiec i sierpień (chyba niepełny). Lipiec będzie zróżnicowany, natomiast sierpień zdominuje jeden z moich ulubionych reżyserów: klik
I teraz pytanie: które filmy wybrać?:D :D :D

Ostatnio w kinie (1)

Posted in cytaty, recenzje tagi , , , on 16/06/2009 by kinomanka

W maju byłam w Iluzjonie na filmie “Dwoje na drodze” (“Two for the Road”, 1967). Wyświetlany był w ramach cyklu filmów z Audrey Hepburn, którą uwielbiam. Była taka eteryczna, miała te swoje wielkie oczy i nieprzeciętną klasę.
Film okazał się znakomity, lekki, ale z charakterem. Urok Audrey, dialogi jak z Allena i motyw podróży okazały się smakowitą mieszanką. Najlepsze były sceny podróżowania z drętwymi znajomymi i ich kochaną córunią, która okazała się nieprzeciętnym bachorem… Na deser kilka dialogów:

Joanna Wallace: They don’t look very happy.
Mark Wallace: Why should they? They just got married.

Joanna Wallace: You just want me to become a beautiful memory, the sooner the better!
Mark Wallace: Who said anything about beautiful?

Mark Wallace: We agreed before we were married that we weren’t going to have any children.
Joanna Wallace: And before we were married we *didn’t*.

Mark Wallace: Just wish that you’d stop sniping.
Joanna Wallace: I haven’t said a word!
Mark Wallace: Just because you use a silencer doesn’t mean you’re not a sniper.

Właściwie można ten film określić mianem zgryźliwej komedii romantycznej. I jeszcze ten urok starych filmów, w których każda scena była przemyślana…

Następnie byłam w kinie Muranów na “Hańbie”. Film chwilami jest bardzo mocny, przynajmniej dla mnie (sceny zabijania zwierząt). Malkovich jak zawsze świetny, chociaż to taki typowy Malkovich z małą ilością miniki i ustami w dzióbek ;-) Do tego piękna muzyka i kilka świetnych tekstów (np. Malkovich mówiący ze swoim kpiącym uśmieszkiem coś w stylu: “Dobroczyńcy zwierząt są trochę jak chrześcijanie. Wszyscy tak radośni i pełni dobrych intencji, że aż człowieka korci, żeby iść i odrobinę sobie pogwałcić i poplądrować”:D). Reakcje widowni były różne – jedni oglądali w skupieniu, drudzy chichotali w niezamierzonych przez reżysera momentach. Rzetelna robota, ale bez pazura, iskry bożej czy jak to tam określić ;-)

A ostatnio byłam w Iluzjonie na “Tess” Romana Polańskiego. Kiedyś oglądałam ten film w telewizji, ale dawno i chyba nie od początku. Podobno to Sharon Tate przeczytała powieść Hardy’ego i podsunęła ją mężowi. Ekranizacja jest bardzo nastrojowa, wspaniałe są szczególnie zdjęcia: pełne mgły, lekkości, przygaszonych kolorów. Sama historia jest wyjątkowo przygnębiająca – jeśli ktoś ma doła, niech lepiej nie ogląda. Film trwa prawie trzy godziny – wystarczająco dużo, żeby stwierdzić, że siedzenia w obecnej siedzibie Iluzjonu są równie niewygodne, jak w poprzedniej ;-)

Najlepsze teksty filmowe (1)

Posted in cytaty, ranking tagi , , , on 16/06/2009 by kinomanka

Najmocniejsze wg mnie i najważniejsze dla mnie teksty z filmów – pierwsza piątka, która przychodzi mi na myśl:
- “Rehabilitated? It’s just a bullshit word. So you go on and stamp your form, sonny, and stop wasting my time. Because to tell you the truth, I don’t give a shit” (Red, “Skazani na Shawshank”)
- “Wiiiiiiiiiiiilsooooooooooooon!!! I’m sooorryyyyy!” (Chuck Noland, “Cast away” – swoją drogą w życiu bym nie pomyślała, że facet krzyczący cokolwiek do piłki będzie mnie wzruszał do łez)
- “It’s beyond my control” (hrabia de Valmont, “Niebezpieczne związki”)
- “I guess you guys aren’t ready for that, yet. But your kids are gonna love it” (Marty McFly, “Powrót do przyszłości”)
- “Hello? Hello? Anybody home? Huh? Think, McFly. Think!” :D (Biff Tannen, “Powrót do przyszłości”)

A jakie są Wasze typy?

Najlepsze kreacje aktorskie (3)

Posted in aktorstwo, ranking tagi , , on 04/06/2009 by kinomanka

Ostatnio byli panowie, więc dzisiaj panie:

7) Charlize Theron jako Aileen Wuornos w “Monster” – genialna charakteryzacja i dodatkowe kilogramy zdałyby się na nic, gdyby Charlize Theron nie miała wielkiego talentu. Sposób, w jaki się porusza, wymowa, spojrzenia, zaciskanie ust – ona się po prostu całkowicie przeistoczyła w tę postać. Wierzę, że całe życie czekała na rolę, w której jej uroda nie będzie mieć znaczenia. Re-we-la-cja.

8) Jodie Foster jako Nell w “Nell” :-) – w jakimś wywiadzie Foster powiedziała, że granie Nell było dla niej bardzo naturalne i nie wymagało wysiłku. Ciekawe, zważywszy, że Nell to dzika dziewczyna, która mówi własnym językiem :-) Brawa za odwagę.

9) Nicole Kidman jako Grace w “Innych” – być może rola Grace nie była tak wymagająca jak dwie powyższe, ale i tak kreacja Nicole zasługuje na wyróżnienie. Uważam, że wspaniale pokazała kogoś na wskroś zdenerwowanego. Jej nerwy nawet w spokojnych scenach udzielają się widzom. A na pewno mi :-)

Wpis rozalleniony

Posted in cytaty tagi , on 19/05/2009 by kinomanka

Polecam sympatyczny wywiad z Rebeccą Hall, odwtórczynią roli Vicky w “Vicky Cristina Barcelona”: klik.
Najbardziej spodobał mi się fragment o stylu pracy Woody’ego Allena: “Na planie słyszałam od niego: ‘OK. Powiedz, co chcesz. Stań, gdzie chcesz. Wszystko mi jedno. Napisałem ten scenariusz pół roku temu i już go słabo pamiętam’” :D Ten to dopiero jest wyluzowany. Dobra jest też historia o pierwszym spotkaniu Hall z Allenem: “Spotkaliśmy się właściwie w drzwiach. Allen zapytał mnie, czy potrafię naśladować amerykański akcent. Odpowiedziałam, że tak. Na co usłyszałam: ‘OK. Do widzenia’. To wszystko”.
Nie wiem, jak Allen mógł (a pewnie i nadal może) się podobać kobietom. Tak, jest błyskotliwy i turbozabawny, ale jednak wygląd i nerwowość go dyskwalifikują. Natomiast wiele bym dała, żeby iść z nim na piwo/herbatę/cokolwiek. Jest na drugim miejscu w moim rankingu “Z jakim sławnym człowiekiem chciałabyś się spotkać?”. Bardzo wysoko.

Najlepsze kreacje aktorskie (2)

Posted in aktorstwo, ranking tagi , , , , , on 11/05/2009 by kinomanka

4) Ralph Fiennes jako Heathcliff w “Wichrowych Wzgórzach” (1992) - cierpienie, poniżenie, nienawiść, dzikość – to wszystko Fiennes zawarł w swojej roli. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że znaczną część tych uczuć wyraził samymi oczami. Jestem wielką fanką powieści, a fanom książek ciężko dogodzić ekranizacjami. Ale dla mnie ”Wichrowe Wzgórza” Petera Kosminsky’ego to ekranizacja doskonała. A Fiennes to Heathcliff idealny :-) Przy okazji: kilka lat temu krążyły pogłoski o nowej wersji z… Johnny’m Deppem jako Heathcliffem i Angeliną Jolie w roli Cathy. Na szczęście szybko ucichły…

5) Javier Bardem jako Lorenzo w “Duchach Goi” – brrr. O ile w przypadku Heathcliffa znamy motywy jego postępowania, to ojczulek Lorenzo jest dla odbiorcy zagadką i jego czyny wydają się jeszcze bardziej okrutne. Przedstawić zło przy użyciu słodkiego (aż lepiącego od słodkości) głosiku, współczujących spojrzeń i opiekuńczych gestów – to się nazywa sztuka.

6) John Malkovich jako Lennie Small w “Myszach i ludziach” – myślę, że zagranie osoby upośledzonej jest łatwiejsze, niż się wydaje. Wystarczy wpatrywać się w jeden punkt tudzież gdzieś w przestrzeń, niewyraźnie mówić i wykonywać nieskoordynowane ruchy. Wiele sławnych i uznanych ról zostało według mnie tak właśnie zbudowanych… Ale Malkovich jak zwykle się postarał. Pewnie jak zwykle olał szanowane przez całe Hollywood metody aktorskie. “From the start I was relaxed onstage. It’s home to me” – widać.

Poprzedni “odcinek” jest tu.

Czysta przyjemność (czytania)

Posted in cytaty tagi on 11/05/2009 by kinomanka

Dziś trochę mniej filmowo. Wczoraj byłam w kinie na “Vicky Cristina Barcelona”. Film jest co prawda miły dla oka i dobrze się go ogląda, ale nie zainspirował mnie do napisania recenzji. Ale o jego twórcy mogę coś nagryzmolić. Niedawno zapoznałam się z opowiadaniami Woody’ego Allena. I co się okazało? Że neurotyczny okularnik rządzi nie tylko w filmie, ale i w słowie pisanym. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy warto sięgnąć po jego “Czystą anarchię”, proszę bardzo – oto kilka cytatów:

- “Gdybym był kałamarnicą, już ta preambuła zdołałaby mnie zmusić do tryśnięcia czarnym atramentem”
- “Poszukała zapomnienia w sypialni, wdając się w romans. Ten zaś trudno było ukryś przed Borisem Ivanovichem, który dzielił z nią tę sypialnię i wciąż się dopytywał, co to za gość wyleguje się obok”
- “Na widok odcieni jej skóry wypływa mi na twarz uśmiech usuwalny jedynie dłutem”
- “Wyłoży swój pomysł na musical, oparty na klasyfikacji dziesiętnej Deweya”
- “Fizyka, jak się okazuje, zna odpowiedzi na wszystko niczym zrzędliwy krewny. (…) O fizyce na pewno wiem tyle, że człowiekowi na brzegu czas upływa szybciej niż człowiekowi na łodzi, szczególnie kiedy człowiek na łodzi pływa z żoną”
- “Biggs był to utuczony budyń z fryzurą, w która można się zaopatrzyć tylko przez infolinię: 1-800-Peruki-Tupety. Z chaosu tików ożywiających twarz powstawały nieoczekiwane kombinacje kresek i kropek podobne do alfabetu Morse’a”
- “Świetnie – odrzekłem, sunąc ku drzwiom. – Trochę się spóźniam… z paroma przyjaciółmi budujemy stodołę…”

PS Brawa dla tłumacza – nie wiem, ile czasu trzeba główkować, żeby wpaść np. na takie sformułowanie: “ludzie od smirnoffa nieskąpo zabejcowali mi korę mózgową” :D

 

Czysta anarchia / Woody Allen ; przekł. Wojsław Brydak.
Poznań : Dom Wydawniczy Rebis, 2008.