W tym roku nie można narzekać na brak interesujących filmów w kinach. Nie wiadomo, co wybrać. Do tej pory udało mi się zobaczyć sześć filmów, a zamierzałam obejrzeć mniej więcej dwa razy tyle.
Najbardziej podobał mi się…
„Sherlock Holmes” – dawno się tak dobrze nie bawiłam w kinie. Dawno też nie widziałam tak pomysłowo i zabawnie przedstawionego mordobicia. Czysta rozrywka z dużą dawką humoru i wspaniałym mrocznym klimatem. Film nie byłby tak dobry, gdyby nie Robert Downey Jr. i Jude Law. Dla obu duże brawa! Z niecierpliwością czekam na drugą część.
Świetny jest też…
„Autor widmo” – prawdziwy film Polańskiego, niesamowicie dopracowany w każdym szczególe, od aktorów epizodycznych do wystroju wnętrz. Do tego bardzo subtelny humor, piękna sugestywna muzyka i zdjęcia. Mniam.
Dobrze wspominam również…
„Alicję w Krainie Czarów” – bardzo lubię książkę, a w filmie nie zmarnowano jej klimatu. Znakomite: kot, żaby, królowe, kostiumy oraz zakończenie.
Poza tym:
„Avatar” – kolejny film, na którym bawiłam się jak dziecko. Wspaniale pokazany inny świat, przyroda, zwierzęta.
„Rewers” – mocny film o stalinizmie z allenowskim klimatem – huh! Tylko po co te wstawki ze współczesności?
„Parnassus” – najsłabszy w całym zestawieniu; wizje „zza drzwi” świetne, jak ze snu, ale przy słabym scenariuszu nawet piękne zdjęcia nie pomogą.