Archiwum dla marzec, 2009

Lektor

Posted in recenzje tagi , , , on 25/03/2009 by kinomanka

“Współcześnie także zdarzają się potworne tragedie. Takie jak w Kosowie, na Bliskim Wschodzie czy w Czeczenii. W różnych miejscach naszego globu nacjonaliści wciąż podżegają ludzi do zbrodni. Może się okazać, że nasz sąsiad jest oprawcą albo ofiarą w jednym z trwających konfliktów. Dopóki nie wyciągniemy z historii odpowiedniej lekcji, powinny powstawać takie filmy jak ‘Lektor’” - Ralph Fiennes*

Poszłam na “Lektora”, nie mając pojęcia o jego tematyce. Wiedziałam, że zagrali w nim Ralph Fiennes i Kate Winslet, która za swoją rolę dostała Oscara. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej poszłam do kina tak “nieprzygotowana”. Przynajmniej dałam się zaskoczyć.

Film wyreżyserował Stephen Daldry, który ma na koncie m.in. “Billy’ego Elliota” i “Godziny”. Jak poszło mu tym razem? “Lektor” jest dobry, na tyle dobry, że dźwięk chrupania popcornu produkowany przez dziewczynę siedzącą obok mnie udało mi się spychać ze świadomości na dość długie fragmenty (zjadła całe wielkie “wiaderko” – szacunek). Od razu weszłam w świat przedstawiony na ekranie. Duża w tym zasługa zdjęć, które niewątpliwie są ciekawe, nastrojowe, spójne pod względem barwy i formy. Zanurzyć się w filmie pomogli mi też aktorzy. Kate Winslet rzeczywiście się spisała, chociaż przyznanie jej Oscara uważam za lekką przesadę. Nie pomaga jej charakteryzacja, która przed kręceniem końcowych scen trwała podobno 7 godzin. No cóż… niestety nie widać tego na ekranie. Nie wiem dlaczego charakteryzacja w niektórych nowych amerykańskich filmach jest, delikatnie mówiąc, słaba. Z tego powodu pod koniec filmu trudno się wczuć w postać graną przez Winslet. Niemniej chyba dobrze się stało, że z roli Hanny zrezygnowała Nicole Kidman. Cenię ją, ale nie potrafię sobie jej w tym filmie wyobrazić. Świetnie poradził sobie David Kross w roli młodego Michaela, jego gra jest naturalna i niewydumana. Ubolewam natomiast nad rolą Ralpha Fiennesa. Przede wszystkim jest go w tym filmie mało. Poza tym mnie nie przekonał. Nie byłam pewna, co chce przekazać, nie pomógł mi zrozumieć swojej postaci. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych aktorów, tym bardziej mi smutno, że tym razem nie zrobił na mnie wrażenia.

Najmocniejszą stroną filmu jest historia, zaskakująca i trudna do jednoznacznej oceny, poruszająca i bardzo przygnębiająca. Efekt burzy chwilami modna obecnie maniera przeciągania decydujących scen, które przy tym zupełnie pozbawione są muzyki. W trakcie jednej z takich scen kilka osób, zamiast się popłakać czy chociaż zasmucić, zaczęło po prostu chichotać. Nie wiem, dlaczego filmowcy starają się wzruszać widzów na siłę. Historia, którą pokazują, zwykle nie wymaga przecież dodatkowych podpowiedzi. 

I jeszcze jedna uwaga. Spotkałam się z opiniami, że film “wybiela” Holocaust. Według mnie ten film to ponowne, bardzo dobitne i wyraźne pokazanie, jak wielkim koszmarem była II wojna światowa i wszystko, co się wtedy wydarzyło. Odkrycie, że ktoś odebrał “Lektora” jako film-usprawiedliwienie, było dla mnie dużym zaskoczeniem. Niestety, powierzchowna krytyka bez wnikania w intencje twórcy jest ostatnio bardzo popularna. Od razu przypominają mi się opinie o “Pasji” Mela Gibsona: “Przesadził z przemocą!”, “Upaja się scenami zadawania bólu!”, “Jak można pokazywać takie rzeczy??”. Nie wiem, czy ludzie wygłaszający te poglądy spodziewali się zobaczyć w “Pasji” Jezusa pływającego łódką z kolegami? Spacerującego po łące? Pokonującego katów świetlnym mieczem? Ale wiadomo, krytykować jest łatwo, a włożyć trochę wysiłku w próbę zrozumienia reżysera – dużo trudniej.

 

* Wypowiedź pochodzi z wywiadu dla “Wysokich Obcasów”.

Najlepsze kreacje aktorskie (1)

Posted in aktorstwo, ranking tagi , , , on 19/03/2009 by kinomanka

1) Michelle Pfeiffer jako Ingrid Magnussen w “Białym oleandrze” – wcześniej widziałam w niej przede wszystkim piękną kobietę, po tym filmie zdecydowanie postrzegam ją jako znakomitą aktorkę. Pfeiffer nie miała łatwego zadania, bo w książce jej postać widziana jest z boku, opisane są tylko jej działania i słowa, nie uczucia i myśli. Ciekawa jestem, w jaki sposób przygotowywała się do roli. Mnóstwo wyraża samymi oczami i bardzo subtelnymi zmianami wyrazu twarzy, podobnie jak…

2) Anthony Hopkins jako Stevens w “Okruchach dnia”. Wiadomo, że Hopkins jest genialnym i wyjątkowo wszechstronnym aktorem. Rolą kamerdynera w ekranizacji książki Kazuo Ishiguro dobitnie udowadnia, że jest w stanie zagrać po prostu wszystko. A zadanie nie było łatwe, bo Stevens jest osobą wyjątkowo zamkniętą w sobie, ukrywającą wszystkie swoje emocje. Tymczasem Hopkins jakimś cudem przekazuje swoją twarzą wszystko, co się dzieje z wnętrzem bohatera. Po obejrzeniu filmu przeczytałam książkę (bardzo polecam) i stwierdziłam, że po prostu nie można było zagrać tego lepiej.

3) Glenn Close jako markiza de Merteuil i John Malkovich jako wicehrabia de Valmont w “Niebezpiecznych związkach” (1988). Tych kreacji nie da się oceniać osobno. Close i Malkovich stworzyli niesamowity duet. Gdybym musiała zdecydować, kto wykazał się większym mistrzostwem, wskazałabym Glenn Close, ale nie ma pewności, czy przy innym partnerze udałoby się jej osiągnąć taki poziom. W końcu jak powiedział Morgan Freeman: “Aktorstwo to reagowanie”. Postrzegam markizę i hrabiego w tej ekranizacji jako całość, duet zły do szpiku kości :-) Im również udało się pokazać wszystkie niuanse uczuć tak wspaniale opisane w powieści. Wielkie brawa!

Śmierć i dziewczyna

Posted in recenzje tagi , on 15/03/2009 by kinomanka

“You have to show violence the way it is. If you don’t show it realistically, then that’s immoral and harmful” – Roman Polański

Któregoś dnia czekałam na jakiś program w TV. Aby uniknąć oglądania reklam, sprawdziłam, jaki film trwa na Zone Europa. Zobaczyłam Sigourney Weaver, która nakładała sobie na talerz kurczaka i sałatkę, wzięła butelkę wina, zamknęła się w małym pokoiku i usiadła na podłodze. Potem wyszła przed dom. Na zewnątrz lało. Kobieta zaczęła wpatrywać się w ciemną przestrzeń, aż dostrzegła światła samochodu zbliżające się powoli w strugach deszczu…

Scena prawie bez słów, przedstawiająca zwyczajne czynności… a jednak wciągała. Sprawdziłam potem, jaki to był film. “Śmierć i dziewczyna”. Nie zdziwiłam się – Polański jako jeden z nielicznych ma talent do przedstawiania zwykłych scen w taki sposób, że pożera się je wzrokiem (i słuchem:)) jak dobrą pożywną kanapkę.

Szybko zdobyłam ten film na DVD. Kilka tygodni temu obejrzałam go z myślą, że świeżo po seansie napiszę recenzję na blogu. Ale to było niemożliwe – musiałam odetchnąć, odpocząć, ogarnąć się. Niewątpliwie jest to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam, ale najlepiej pasuje do niego określenie “mocny”. Sięga do najmroczniejszych zakamarków człowieka. Wiele filmów przedstawia zbrodnie, wojny, krzywdy, ale nieliczne tak sugestywnie pokazują zdolność ludzi do czerpania przyjemności i satysfakcji z krzywdzenia innych.

Tak jak w genialnym “Nożu w wodzie”, cała historia rozgrywa się między trzema osobami. Ale to nie koniec podobieństw między tymi dwoma filmami. Dla obu charakterystyczne jest stałe napięcie i pewna “klaustrofobiczność”. Na szczęście do obu projektów reżyser wybrał świetnych aktorów. Miło oglądać Sigourney w takiej kreacji, a nie tylko uciekającą przed obcymi.

Film jest znakomity, ale ostrzegam – gorzki jak rzadko który. A myślałam, że “Gorzkie gody” to najbardziej gorzki film na świecie ;-)