Ostatnio w kinie (1)

W maju byłam w Iluzjonie na filmie “Dwoje na drodze” (“Two for the Road”, 1967). Wyświetlany był w ramach cyklu filmów z Audrey Hepburn, którą uwielbiam. Była taka eteryczna, miała te swoje wielkie oczy i nieprzeciętną klasę.
Film okazał się znakomity, lekki, ale z charakterem. Urok Audrey, dialogi jak z Allena i motyw podróży okazały się smakowitą mieszanką. Najlepsze były sceny podróżowania z drętwymi znajomymi i ich kochaną córunią, która okazała się nieprzeciętnym bachorem… Na deser kilka dialogów:

Joanna Wallace: They don’t look very happy.
Mark Wallace: Why should they? They just got married.

Joanna Wallace: You just want me to become a beautiful memory, the sooner the better!
Mark Wallace: Who said anything about beautiful?

Mark Wallace: We agreed before we were married that we weren’t going to have any children.
Joanna Wallace: And before we were married we *didn’t*.

Mark Wallace: Just wish that you’d stop sniping.
Joanna Wallace: I haven’t said a word!
Mark Wallace: Just because you use a silencer doesn’t mean you’re not a sniper.

Właściwie można ten film określić mianem zgryźliwej komedii romantycznej. I jeszcze ten urok starych filmów, w których każda scena była przemyślana…

Następnie byłam w kinie Muranów na “Hańbie”. Film chwilami jest bardzo mocny, przynajmniej dla mnie (sceny zabijania zwierząt). Malkovich jak zawsze świetny, chociaż to taki typowy Malkovich z małą ilością miniki i ustami w dzióbek ;-) Do tego piękna muzyka i kilka świetnych tekstów (np. Malkovich mówiący ze swoim kpiącym uśmieszkiem coś w stylu: “Dobroczyńcy zwierząt są trochę jak chrześcijanie. Wszyscy tak radośni i pełni dobrych intencji, że aż człowieka korci, żeby iść i odrobinę sobie pogwałcić i poplądrować”:D). Reakcje widowni były różne – jedni oglądali w skupieniu, drudzy chichotali w niezamierzonych przez reżysera momentach. Rzetelna robota, ale bez pazura, iskry bożej czy jak to tam określić ;-)

A ostatnio byłam w Iluzjonie na “Tess” Romana Polańskiego. Kiedyś oglądałam ten film w telewizji, ale dawno i chyba nie od początku. Podobno to Sharon Tate przeczytała powieść Hardy’ego i podsunęła ją mężowi. Ekranizacja jest bardzo nastrojowa, wspaniałe są szczególnie zdjęcia: pełne mgły, lekkości, przygaszonych kolorów. Sama historia jest wyjątkowo przygnębiająca – jeśli ktoś ma doła, niech lepiej nie ogląda. Film trwa prawie trzy godziny – wystarczająco dużo, żeby stwierdzić, że siedzenia w obecnej siedzibie Iluzjonu są równie niewygodne, jak w poprzedniej ;-)

Odpowiedzi: 4 do “Ostatnio w kinie (1)”

  1. cedro Powiedział/a:

    “Tess” oglądałem, ale nie wytrzymałem do końca. Masakrycznie nudny film.

  2. Adam Kaliszewski Powiedział/a:

    No horror to to nie jest ;)

  3. cedro Powiedział/a:

    :-)
    Ale Polański horrory też umie robić :)
    A ja na szczęście inne filmy też potrafię oglądać.

  4. kinomanka Powiedział/a:

    “Ale Polański horrory też umie robić :)”

    Święta prawda. Oglądając “Dziecko Rosemary”, o mało nie osiwiałam ze strachu :)

Dodaj komentarz